maryjna    formuła  wydawnictwa





„W Niej utkał dla nas szatę, by nas uczynić uczestnikami zbawienia.”

św. Efrem Syryjczyk

 

WIZJA OBRACANYCH KÓŁ



Słyszę hałas. W Niebie dzieje się coś, czego Niebo nie zna. Słyszę złowieszcze „nowe”. To „novissima”. Rzeczy ostateczne.

Widzę, jak czara wypełnia się po brzegi. Nie da się już nic zmienić.

Nastaje dziwny rodzaj czasu, który znają jedynie święci, mistycy i prorocy. Dziś ich słowa, wypowiadane szeptem do ucha lub przekrzykujące tłumy, są inne niż przed laty. Są „nowe”. „Novissima”. Ostateczne.

Mówią w czasie przyszłym dokonanym, rzadko stosowanym przez Niebo.

Czas ten został zarezerwowany na sytuacje krańcowe, graniczne, nieubłagalnie niebezpieczne.

Większość ludzi nie rozumie tego, co mówią dziś święci, o czym opowiadają dziś mistycy, co głoszą wśród nas prorocy. Słyszymy ich słowa, ale nie pojmujemy ich, choć przecież język przekazu z Nieba nie jest nam obcy. Obcy jest nam czas, jakim posługują się mówiący w imieniu Boga. Oni zapowiadają to, co „tu” się wydarzy w przyszłości, ale „tam” jest już ustalone. Jak wykute w kamieniu.

Wszystko jest zdecydowane, definitywne, nieodwołalne. Przerażające.

Jak asteroidalny bolid celnie wymierzony w kierunku ziemi, który już przecisnął się przez bramkę prowadzącą na spotkanie z Trzecią Planetą.

Jak bulgot lawy przeciskającej się przez wąskie jelita wulkanu wielkiego jak Yellowstone.

Jak wypuszczone z klatek piekła demony, których liczba jest nieskończona.

Jak władza opętanych i szalonych, którzy jako ostatni na ziemi chcą utonąć we krwi głębokiej jak potop.

To jest wyrok śmierci, który został już podpisany i ma być wykonany nazajutrz o świcie.


Wszystko jest przyszłe, ale dokonane. „To już się stanie!” – wołają posłańcy z Nieba.

Ludzie nie wiedzą o tym, że tam wszystko się już zaczęło. Nie wiedzą, bowiem tu nic jeszcze się nie zmienia. Olbrzym wciąż oddycha spokojnie; jakby spał, ślepy. Nic się nie dzieje. Spokojnie tykają zegary. Dni przetaczają się jedne po drugich jak wielkie wozy, które mijają nas z łoskotem, by po chwili zniknąć za zakrętem drogi.

Na ziemi wszystko jest bez zmian. A przecież już ciąży na nas surowy wyrok. Choć nikt tego nie wie, czas jest już wyznaczony. Co do dnia, nawet co do godziny. Jak włosy na głowie ponumerowane przez Boga.

Na ziemi wszystko pozostaje bez zmian, ale w Niebie jest inaczej. Tam już się zaczęło. Tam już wybiła godzina. Bóg wezwał aniołów. Ogłosił: Jest praca do wykonania.

Nie było jeszcze takiej w dziejach świata i w bezkresnym bezczasie Nieba.

Aniołowie szli do niej w miarowym stukocie posłuszeństwa bez granic. Zdumieni w swym niebiańskim spokoju.

Tam jest już czas przeszły. Pan ogłosił: „Stało się!”. Dlatego skrzyp ogromnych niebieskich kołowrotów, które kazał puścić w ruch wszechwładny Stwórca, był przerażająco głośny. Nie będzie, nie jest. Już się stał. Był.

Przebrzmiał?

Zakrólował czas przyszły dokonany. To już się stało.


I ujrzałem wielkie niebieskie poruszenie.

I usłyszałem wielki hałas niebieski.

Wszystko zagłuszał skrzyp olbrzymich niebieskich kołowrotów i trzask napinanych lin. Prastara maszyneria budziła się ze snu sięgającego czasów Adama – pierwszego z ludzi. Nawinięte sznury zwisały głęboko w otchłań. Teraz z rozkazu Boga podnoszono na nich piekło. W ludzką krainę wciągano mrok i ciemność, krzyk i ból.

Gdy na ziemi mijały ludzkie pokolenia, aniołowie w Niebie spoglądali z obawą na tę wielokołowrotową maszynę. Był to „Mechanizm Bożego Gniewu”, „Mechanizm Sprawiedliwości”. Szeptano, że wykonany został z drzewa poznania dobra i zła, bo przecież Bóg wyciął cały raj, a jego pozostałościom nadał nowe imiona i przeznaczył nowe zadania.

Mechanizm uczyniony ręką Boga z drzewa poznania dobra i zła zawsze stał bezczynny. Ale kiedy będzie czytana ostatnia karta dziejów, wtedy powróci temat z ich pierwszej stronicy. Znowu pojawi się drzewo życia i drzewo poznania, a ludzie wyciągną do jego owoców zachłanne dłonie. Wtedy nadejdzie chwila, kiedy już w doczesności będą mogli poznać smak zła w jego piekielnej istocie. Jeszcze na ziemi dostąpią też łaski poznania czystego dobra.

Wielkie kołowroty i zwisające z nich grube sznury nie są rekwizytami w niebieskim muzeum. Drzewo poznania dobra i poznania zła ruszyło w stronę ludzi, potomków Adama. Kręcą się wielkie koła, napinają sznury. Słychać skrzyp obracających się wolno kół. Raz po raz rozlega się suchy trzask naciąganego sznura, który z przeraźliwym krzykiem rozprostował swoje włókna.

Ciężkie jest piekło. Jak wyrok śmierci.



WIZJA PIERWSZA


I usłyszałem coś jakby dialog, anielski wielogłos wydobywający się spod skrzypów, stukotów i trzasków.

– Na ziemi słychać pewnie głosy apokaliptycznych trąb.

– Apokaliptyczne trąby? Na ziemi nic nie słychać. Nie łudź się. Tam ludzie nie słyszą już Nieba. Nawet gdy obracają się ciężkie kołowroty. Nawet gdy czyniony przez nas hałas jest straszliwy.

– Boży gniew jest straszliwy. Kręcą się one pierwszy raz w dziejach świata.

– Głośny jest Boży gniew. Ale dla ludzi wciąż za cichy. Bo stali się głusi i ślepi.

– Trochę to dziwne. Wyciągamy piekło.

– Najpierw pojawią się demony wojny.

– Rozniesie je po świecie ten, którego imię „Włóż”, a boją się go nawet władcy imperiów i królestw. To sługa piekła, a stolica lucyferowa znajduje się pod jego tronem.

– Jest groźny, jednak ludzie zamykają oczy. Lepiej nie widzieć i tańczyć dalej. Później będzie podobnie. Nic ich nie obudzi.

– To zaledwie pierwsze demony.

– Tak. Wyciągamy całe piekło.

– Za chwilę będzie się robić gorąco.

– Może ludzie zaczną coś przeczuwać?

– Nie ma obaw. Ogłoszą, że mają ocieplenie klimatu.

– A gdy zacznie się ziemia trząść, skorupa będzie pękać, a morze kołysać, znowu znajdą winowajcę gdzie indziej.

– Kiedy rozpętają się wojny, stwierdzą, że to powtórka z historii. Że i tak długo nie przelewała się krew. Że wojna w końcu zgaśnie jak wypalone ognisko. Że to robota paru szaleńców, których historia wyrzuci w końcu na brzeg i uschną.

– I wszystko będzie jak dawniej, tyle że niektórzy będą jeszcze bogatsi.

– Gdy nie będzie już kogo oskarżyć, obarczą winą Kościół i papieża.

– Głupcy. Nie ma już dla nich zauważalnych znaków. Jeśli nie widzą i nie słyszą, nie ma dla nich ocalenia.

– Stracimy całe pokolenie. Pochłonie ich ciemność piekła.


Zapadła cisza głęboka jak modlitwa. Potem znów rozpoczął się powolny niebiański dialog.

– Co się ostatnio dzieje? Aniołowie stróżowie powracają sami. Nie przyprowadzają ludzi do Nieba.

– Wielki jest ich smutek. To najgorsza z możliwych przegranych. Zostali pokonani w walce na pokusy i złe natchnienia.

– Zło zawsze było głośniejsze. Rozpychało się łokciami. Wygrywało. A jednak w ostatecznym rachunku nie było zbyt skuteczne.

– Do czasu.

– Do dzisiaj.

– Ta bitwa jest przez nas przegrywana...

– Ale Bóg posłuży się właśnie złem, by uzdrowić świat.

– A gdzie jest Ona? Gdzie Jej światło? Czuję się tak, jakbym nie miał czym oddychać. Gdzie jest Kecharitomena – Ta, którą otacza łaskawość?

– Zobaczcie, nikt nie śpiewa. Nie ma Jej wśród nas.

– «W Niej poruszamy się, żyjemy i jesteśmy...». Dawniej żyli ludzie, którzy pisali takie słowa.

– Tak. Ona jest dla nas Niebem. Ale Jej tu nie ma. Zeszła. Na dół. Zanim poszliśmy obracać te kołowroty, Ona już poszła na ziemię.

– Niebo zeszło. Idziemy i my?

– Jeszcze nie teraz. Nasze zadanie jest tutaj.

– Złe zadanie.

– W Niebie nie ma złych zadań.


Zapadła cisza. Po chwili milczenia długiej jak święta medytacja, powrócił anielski dialog.

– Zdaje się, że Bóg zdecydował się na ostateczną operację, by obronić godność człowieka.

– Już nie życie? Już tylko godność?

– Aż godność. Życie jest wieczne. Tam, na ziemi, co najwyżej jest krzyż. Ale on jest najpewniejszą drogą do Nieba.

– I jest jak magnes, który potrafi pociągnąć za sobą tysiące dusz. Krzyż to masowe zbawienie.

– My, aniołowie, tego nie znamy. Nie do końca rozumiemy, czym jest krzyż.

– Poszła ratować dzieci.

– To dlatego spełni się proroctwo o trzech dniach ciemności.

– Będą zaledwie trzy dni mroku. Bo Ona zapali Światło.

– Jednak sąd się dokona. I nic nie będzie już takie samo.

– Pamiętasz, co robiliśmy za czasów Ezechiela? Chodziliśmy po Jerozolimie naznaczać smutnych znakiem krzyża na czołach.

– Tych „którzy wzdychali i biadali nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi”. Tak nazwano ich w Biblii.

– Oddzielaliśmy ich od reszty, na którą miał spaść miecz.

– Znów nas poślą?

– Nie. Sprawiedliwi są już oznaczeni.

– Oznaczeni różańcem, maryjnym obrazem, figurką, gromnicą w domu. Odcięciem się od zła.

– Gdy zapadnie ciemność, nie wyjdą z domów, by uczestniczyć w tańcu z diabłami.

– Będą przywoływać Kecharitomenę i Światło. I Ona przyjdzie na skrzydłach ich modlitwy.

– Zasłoni ich swym płaszczem. Uczyni niewidocznymi dla nieprzyjaciół.

– Z lochów wyciągamy jeźdźców apokalipsy. Ale ich szalony galop zgaśnie w świetle płonącym w tych domach. Gdzie jest Jej światło, tam zło znika.

– Lucyfer nie widzi w tym świetle. Jest latarnią ciemności.

– Jego mrok właśnie nadchodzi. A z nim przybywa wielki tłum demonów.

– Za chwilę zacznie się rzeź ciał i dusz.



WIZJA DRUGA


I usłyszałem rozmowę dochodzącą z wnętrza niebieskiej świątyni:

– W świecie pełnym okropności i cynizmu albo tchórzliwej bierności znajdujemy grupkę ludzi, którzy pozostaną wierni.

– Tak nauczał papież odrzucony przez świat, papież zagłuszony, papież, który stanął obok tronu.

– Był prorokiem apokalipsy. Wiedział, że to będzie zaledwie grupka, nawet nie grupa. Szuka jej Bóg, bo może ona ocalić świat.

– Mówił, że Bóg poszukuje sprawiedliwych, aby ocalić miasto ludzkie.

– Jak to uczyni, skoro człowiek może rozplątać cykl śmierci i terroru, ale nie może go zatrzymać...

– To jest już czas przyszły dokonany. Bowiem nawet ludzie znalezieni nie mogą odwrócić nieszczęścia.

– Więc mowa o innym ocaleniu...

– Dlatego Bóg ich szuka... Ale nawet ci, których znajdzie, nie są w stanie zmienić wyroków Pańskich. Mogą jednak swą modlitwą i krzyżem wyjednać ich złagodzenie, odmianę.

– W księgach wieczystych jest to wypisane. Kara śmierci może zostać zamieniona na dożywocie.

– Uchylono ludziom rąbka Boskiej tajemnicy w sekrecie fatimskim. Pozwolono, by świat go poznał. Ale świat nie słucha.

– Nie słyszy zgrzytu Nieba. Wokół panuje cisza.

– Świat zatracił wrażliwość na Boże wołanie. Tylko garstka ludzi słyszy głosy, widzi znaki.

– Ale reszta ich nie słucha.

– Wycie szatańskiego pokolenia, a za chwilę wciągniętych na ziemię diabłów, nie dopuści do głosu tych, którzy nie tańczą wraz z nimi.

– Prorocy, mistycy i święci będą szli smutni przez miasto świata, przez ludzkie miasto, gdzie ludzie giną rażeni z broni palnej i strzałami z łuku.

– Zaś my zstąpimy na ziemię dopiero wtedy, gdy będziemy mogli napełnić kryształowe naczynia niewinną ludzką krwią.

– Stanie się to bardzo późno. Za późno.

– A jednak w końcu przyjdą, by przyszła odmiana. By zło samemu sobie wstrzyknęło śmiertelny jad.